KONTROLOWANA DROGA DO CELU, manager magazin 6/05

Coaching: Jest ostatnio modny, ale i potrzebny menedżerom ceniącym sobie zawodowy i osobisty rozwój. Na czym jednak polega, czego wymaga od menedżera i kiedy lepiej z coacha zrezygnować?



Kiedy w SAP Polska zaproponowano menedżerom skorzystanie z usługi coacha, znalazło się wielu chętnych. Zapragnęli coś w swoim życiu zmienić przy pomocy osoby, która nie będzie sugerowała rozwiązań, a jedynie zmobilizuje ich do myślenia na określony temat i działania w konkretnym kierunku. Zdyscyplinuje ich, a oni dzięki temu zrealizują decyzje, które sami podjęli, żeby szybciej osiągnąć wytyczony cel.
- Zanim pojawiła się możliwość skorzystania z coachingu, zostaliśmy wszechstronnie ocenieni, także przez podwładnych - wspomina Zbigniew Nasiłowski, dyrektor finansowy SAP Polska. - Dowiedzieliśmy się o swoich mocnych i słabych stronach. On sam w tych ocenach wypadł dobrze i trudno było wybrać jakiś element ewidentnie wymagający poprawy. Jednak uznał, że coach może mu pomóc lepiej poznać samego siebie. Że warto pogłębić wiedzę, którą zyskał po tym, gdy kilkanaście osób oceniło jego zachowanie w ramach „assessment center'' czy „performance feedback''. - Jestem otwarty na swój osobisty i zawodowy rozwój - mówi Zbigniew Nasiłowski. - Krokiem ku temu jest samopoznanie, zwłaszcza ograniczeń. Chętnie więc podjąłem wyzwanie. Dziś jest w trakcie coachingu i nie kryje zadowolenia. Jedną z jego korzyści jest mobilizacja: umawia się z coachem na wykonanie określonej pracy w wyznaczonym czasie. Musi wtedy pomyśleć o ważnych, dalekosiężnych kwestiach, istotnych dla jego rozwoju, które zwykle spycha na bok, na później, zajęty pilniejszymi sprawami. Co tydzień spotyka się z coachem, który mu nigdy nie odpuszcza i sprawdza, czy dotrzymał słowa, czy przybliża się do wytyczonego przez siebie celu.
- Zdecydowanie wzmacnia to moją pracę nad sobą, nad tymi elementami, dzięki którym mogę iść do przodu, poznać własne ograniczenia i usuwać to, co mnie powstrzymuje – wyjaśnia Zbigniew Nasiłowski. - W rezultacie zwiększa się moja „osobista efektywność''. Niewątpliwie, ma to także przełożenie na moje zachowania w pracy. Jednak najważniejszą korzyścią z coachingu jest według niego to, że poznał sposoby utrwalania wiedzy, wykształcania w sobie dobrych nawyków i likwidacji złych, skoro tylko uzna, że tej zmiany naprawdę chce, że to jest dla niego rzeczywiście ważne. - Szkolenia np. mają to do siebie, że owszem, poznaje się jakieś ciekawe rzeczy, które fajnie byłoby zastosować w pracy, ale potem się kończą i wraca codzienność, bieżące problemy - zauważa dyrektor Nasiłowski. - Nie zawsze jest się na tyle zmobilizowanym, by powtórzyć to, czego się nauczyło i wcielać nowe możliwości w praktyce. Praca z coachem nauczyła mnie większej samodyscypliny, dodatkowych sposobów na to, by sobie nie odpuszczać.
Coaching jest uważany za bardzo przydatny sposób na dokonanie przez człowieka zmian w swoim życiu prywatnym, w pracy, w zachowaniu, reagowaniu na rzeczywistość, w jej postrzeganiu. I jest ceniony przez menedżerów, którzy dzięki niemu mogą stać się bardziej efektywni i mniej zestresowani.
- Coaching jest bardzo skuteczną metodą wywoływania zmian - zauważa Dorota Bielińska, właścicielka firmy Persona Szkolenia i Doradztwo. - Jest po prostu jedną z możliwości ich dokonywania dla tych, którzy ją zaakceptują i w sytuacjach, w których jej stosowanie jest możliwe.
To bardzo ważne, by klient, osoba „coachowana'', akceptował sposób działania coacha i zgodził się na ciężką zazwyczaj pracę, by dokonać zmiany. W dodatku - musi tych przeobrażeń szczerze pragnąć. Inaczej nigdy nie zmobilizuje się na tyle, by zakwestionować swoje dotychczasowe sposoby działania (zwłaszcza gdy doprowadziły go do sukcesu) i osiągnąć cel, jaki sobie wyznaczył. Co prawda, praca jest nie tylko ciężka, ale i przyjemna. W końcu, klient zajmuje się samym sobą, rozmawiając z osobą, która go uważnie słucha i zadaje intrygujące pytania.
- Rozmowy z coachem przez telefon czy podczas bezpośrednich spotkań są przyjemne i interesujące, powinny takie być - mówi Katarzyna Głowacka-Stewart, coach, a wcześniej dyrektor personalna w SAP Polska.
Mówiąc krótko: w całym procesie zadaniem coacha jest sprawdzenie, co jest celem (musi być on bardzo konkretny, wręcz mierzalny) klienta, ustalenie wspólnie z nim planu działania, by ów cel osiągnąć, wreszcie - motywowanie, dopingowanie, informowanie i nagradzanie. A także wymaganie od klienta znacznie więcej, niż zazwyczaj wymaga on sam od siebie.
Coaching stał się już w Polsce modny. A zarazem - nieco rozczarował. Głównie dlatego, że na fali jego popularności pojawiło się wiele firm oferujących coś, co z tą usługą ma niewiele wspólnego. Jedna z nich proponuje np. naukę sprzedaży metodą coachingu. - To nieporozumienie - zauważa Dorota Bielińska. - Coaching nie uczy nowych rzeczy, a jedynie pomaga klientowi wydobyć to, co on już wie, tylko musi to uporządkować, uświadomić sobie, wykorzystać, by wraz z coachem dojść do wyznaczonego celu.
Niektórzy wyrzucają w błoto spore pieniądze. Prezes pewnej firmy wydał kilkaset tysięcy złotych na wielomiesięczną pracę z „coachem'', który w niczym mu nie pomógł. Ale to kuriozalny przypadek, gdyż menedżerowie zazwyczaj nieco wcześniej orientują się, że mają do czynienia z hochsztaplerem czy nieprofesjonalnym rozmówcą, który za bardzo im przytakuje, pobłaża, nie jest w stanie skłonić ich do wnikliwego, krytycznego przyjrzenia się własnym pomysłom, przyznania się przed samym sobą, co robią źle, gdzie tkwi źródło problemu, który chcą rozwiązać, Katarzyna Głowacka-Stewart pod- kreślą, że podstawą prawdziwego, udanego coachingu (oprócz tego, że klient pragnie zmiany i gotów jest nad tym pracować) są zawsze odpowiednie kwalifikacje coacha oraz to, by jego sposób bycia, działania, sama osoba - „pasowały'' jego podopiecznemu. Dlatego nawet gdy kwalifikacje coacha nie budzą wątpliwości, warto spotkać się z kilkoma innymi, równie profesjonalnymi, by wybrać tego, którego osobowość najbardziej nam odpowiada i który wzbudza nasze zaufanie. Dzięki temu łatwiej znajdzie wspólny język ze swoim klientem i będzie skuteczniejszy we wspieraniu go w pracy nad sobą. Np. w SAP Polska każdy zainteresowany menedżer mógł spotkać się z kilkoma coachami - do wyboru.
- Jeżeli tylko poczujemy, że dana osoba nam nie odpowiada, pierwsze wrażenie jest na „nie'' - lepiej nie podejmować się współpracy z takim coachem, choćby najlepiej wykwalifikowanym - mówi Piotr Maziejuk z firmy Persona Szkolenia i Doradztwo. Jak sprawdzić owe kwalifikacje?- Należy sobie z każdym z potencjalnych coachów wnikliwie porozmawiać - mówi Katarzyna Głowacka-Stewart. - Zapytać, jakim profesjonalnym standardom podlega, co konkretnie rozumie przez coaching, gdzie zdobywał swoje umiejętności, kto mu wystawił certyfikat, jakie jest jego dotychczasowe doświadczenie zawodowe i jakim kodeksem etycznym się kieruje.
Warto się też dowiedzieć, jaką metodę stosuje podczas pracy i na czym ona dokładnie polega, czy jest to np. podejście systemowe, a może NLP, i czy nam odpowiada. Nie da się ukryć, że klient powinien po prostu już wcześniej coś niecoś o coachingu wiedzieć. Najbardziej znanym renomowanym stowarzyszeniem wydającym certyfikaty i informującym wyczerpująco o coachingu i jego standardach jest International Coach Federation (IFC). Bardzo cenione są też szkolenia Josepha 0'Connora w ramach Lambent Do Brasil (dotyczą jedynie metody NLP). Coaching wciąż myli się np. z terapią, mimo że jest to proces ewidentnie nakierowany na przyszłość, na cele, podczas gdy terapia zajmuje się przeszłością, usunięciem wynikającego z niej dyskomfortu.
- Coach zadaje mnóstwo pytań, ale nie pyta „dlaczego'' - tak ujmuje tę kwestię Piotr Maziejuk.
Coaching mylony jest też z konsultingiem czy mentoringiem - a przecież tutaj należy wystrzegać się podsuwania klientowi jakichkolwiek ekspertyz czy rozwiązań. Ten ostatni sam musi wykonać analizy i wyciągać wnioski. Nie wolno też oceniać, dzielić się własnym zdaniem na dany temat (choć można się podzielić swoimi doświadczeniami, jeśli to wnosi coś istotnego do zasobu wiedzy osoby „coachowanej''). Oceny zbyt często, zresztą, de-motywują, a przecież mobilizacja jest tutaj sprawą kluczową. I oczywiście coaching nie jest żadną formą nauczania czy treningu: menedżer nie zdobywa pod okiem eksperta nowej wiedzy. Coaching nie jest też pracą nad sobą przy wsparciu przenikliwego przyjaciela. Dobry coach nigdy nie jest kumplem. Przeciwnie - stara się zachować dystans, aby nie mieć oporów przed stawianiem swojemu podopiecznemu istotnych, nie zawsze wygodnych pytań, wysokich wymagań, i czynić go odpowiedzialnym za jego cel. Nie może się obawiać, że ucierpi na tym ich wzajemna, „przyjacielska'' relacja.
Jeżeli klient poczuje, że bezstronność i wzajemny dystans znikają, powinien od razu zrezygnować z coachingu, podobnie jak wówczas, gdy coach go ocenia czy sugeruje swoje rozwiązania lub analizy, albo zmusza do pracy na skróty, bo „wie lepiej''. Nie wolno natomiast rezygnować z coacha tylko dlatego, że jest nieustępliwy, nie przystaje łatwo na konkluzje klienta, zmusza go do intelektualnego wysiłku, nie daje sobie narzucić jego sposobu prowadzenia konwersacji i sprawdza, czy realizuje on plan, który sobie wcześniej wytyczył.
- Poczucie klienta, że nie chce zawieść swojego coacha, jest bardzo zdrowe i mobilizujące - zauważa Dorota Bielińska. - Musi tylko zwrócić uwagę, czy coach szanuje jego świat wartości, pytaniami pomaga mu zmierzać do celu i powstrzymuje się przed stosowaniem jakichkolwiek ocen sensowności jego zamiarów i dokonań. Jeśli tego nie robi, to najwyraźniej żaden z niego coach.

Autor: ALICJA HENDLER